Marcin Borski wiosną na polskich boiskach zamierza sprawdzić się w roli sędziego technicznego, którą będzie pełnił na meczach piłkarskich mistrzostw Europy. Ma za sobą udział w szkoleniach zorganizowanych przez UEFA i PZPN. - To były cenne kursy - uważa.
PAP: Oswoił się pan już z myślą, że będzie arbitrem podczas Euro 2012?
Marcin Borski: Do Euro sporo czasu. Wiele się może wydarzyć, dlatego nie wybiegam myślami zbyt daleko w przód. Staram się skoncentrować na bieżących zadaniach. Za chwilę startuje liga. Runda wiosenna jest zawsze trudniejsza. Trzeba się dobrze przygotować.
- Na czym polegało szkolenie UEFA?
M.B.: To był cykliczny kurs dla sędziów grup: Elite, Elite Development i częściowo First Category, tak że wzięło w nim udział grono znacznie większe niż arbitrzy nominowani na mistrzostwa Europy. Byli wszyscy ci, którzy wiosną mają szansę prowadzić mecze w fazie pucharowej Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. Z Polski był obecny Paweł Gil i ja. Zajęcia odbywały się przez dwa dni i służyły głównie ujednoliceniu interpretacji przepisów w rundzie wiosennej sezonu 2011/12.
- Szkolenie miało zatem głównie charakter teoretyczny?
M.B. Sporo było dyskusji, analiz, wskazówek od Komisji Sędziowskiej UEFA, której zdanie prezentowali Pierluigi Collina, Hugh Dallas i Vlado Sajn. Za przykłady służyły sytuacje z jesiennych meczów pod egidą Europejskiej Unii Piłkarskiej.
- Na co szczególny nacisk kładą sędziowskie władze?
M.B. Jedną z najistotniejszych wytycznych było, by nadal restrykcyjnie podchodzić do fauli narażających zawodników na ciężkie kontuzje. Bezwzględnie należy karać wykluczeniami z gry zbyt dynamiczne ataki na przeciwnika, nawet te po uprzednim zagraniu piłki, szczególnie wyprostowaną nogą i korkami. Zalecono też kontynuowanie twardej linii wobec tzw. mobbingu w stosunku do sędziów, czyli piłkarzy biegnących obok arbitra bądź otaczających go w celu wymuszenia korzystnej decyzji. Zwrócono też uwagę na fakt, że zawodnicy wyolbrzymiają efekty starcia, by skłonić sędziego do surowszego potraktowania rywala.
- Czy temat Euro był poruszany podczas szkolenia?
M.B.: W zasadzie ograniczył się do inauguracyjnego spotkania grupy sędziów wyznaczonych na ME w celu ustalenia adresów na liście mailowej. Dalsze instrukcje będziemy otrzymywać przez internet. Będą one dotyczyć również programu przygotowania kondycyjnego, ale mnie, jako arbitra technicznego będzie to zapewne dotyczyć w ograniczonym zakresie. Następne warsztaty zaplanowano na przełom kwietnia i maja w Warszawie.
- Od kilku lat prowadzi pan mecze jako sędzia główny. Zamierza pan praktykować w nowej roli, by lepiej przygotować się do ME?
M.B.: Tak, zamierzam poprosić kolegów, by zaprosili mnie na niektóre mecze ekstraklasy w celu przećwiczenia roli technicznego. W Lidze Europejskiej nie mam takiej możliwości, ponieważ poza mną w fazie pucharowej sędziuje jedynie Paweł Gil, który na co dzień współpracuje z Robertem Małkiem.
- Czy istnieje możliwość, że z jakichś powodów poprowadzi pan mecz na Euro jako główny?
M.B.: Nie ma takiej szansy. Oczywiście może dojść do wymiany arbitrów z listy Euro z powodów losowych, np. kontuzji, ale wtedy nominowana zostanie nowa piątka. Z kolei już podczas meczu w przypadku konieczności zmiany sędziego głównego zostanie nim asystent bramkowy numer 1. Decydujące jest tu kryterium komunikacji językowej, gdyż cała obsada z wyjątkiem technicznego będzie z jednego kraju.
- W tym samym czasie co UEFA, szkolenie w Turcji zorganizował PZPN.
M.B.: I muszę przyznać, że w tym roku było wyjątkowo wartościowe i udane. Zajęcia teoretyczne, których część opuściłem ze względu na kolizję terminów, prowadził instruktor FIFA Walentin Iwanow z Rosji. Możliwość sędziowania sporej liczby sparingów, m.in. z udziałem takich drużyn, jak Crvena Zvezda Belgrad, Litex Łowecz, FC Cluj czy Banik Ostrawa, dostarczyła z kolei sporo materiału praktycznego. Przeprowadzano również zajęcia na boisku - treningi kondycyjne czy ćwiczenia dla asystentów, np. na spalonego, z wykorzystaniem kamery.